św. Katarzyna Genueńska
TRAKTAT O CZYŚĆCU

Kilka słów o św. Katarzynie Genueńskiej

Św. Katarzyna Genueńska urodziła się w roku 1447 w Genui, a pochodziła ze szlachetnego rodu Fieschi. Jej ojciec, Jakub, piastował nader zaszczytną funkcję, był bowiem vice-królem Neapolu.

Mimo, iż od najmłodszych lat pragnęła poświęcić się służbie Bogu, zmuszona przez rodziców poślubiła rozpustnika i hulakę, ale także ze szlachetnego rodu pochodzącego, niejakiego Juliana Adorno.

Używając bardzo, ale to bardzo delikatnego określenia, przy jego boku przeżyła nader ciężkie chwile. Jej ufność w Bogu i ustawiczne modły sprawiły, że mąż-hulaka, przed śmiercią nawrócił się i umarł pogodzony z Bogiem.

Dalszy okres jej życia, to 36 lat wdowieństwa, kiedy to zasłynęła heroicznymi cnotami, poświęcając się chorym i najbiedniejszym.

Jej srogie umartwienia jakim poddawała swe ciało, a w szczególności niesłychanie ostre posty, wprawiały w zdumienie tych, którzy ją znali. Heroiczność cnót, duch modlitewny, prawdziwie chrześcijańska pokora, srogie umartwienia ciała, wszystko owo sprawiło, że już za życia cieszyła się opinią świętości. Za życia obserwowano u niej występowanie zjawisk mistycznych, za życia także czyniła cuda. Po śmierci, która nastąpiła 14 września 1510 roku, lud począł jej oddawać cześć jako świętej. Kościół rzymski wyniósł ją na ołtarze w roku 1737.

Tyle - w ogromnym skrócie - można powiedzieć o autorce dzieła, które poniżej zamieszczamy.

Andrzej Sarwa

***


Traktat o czyśćcu św. Katarzyny Genueńskiej


Kiedy ta Święta Pani, zostając w śmiertelnym ciele i miłości Boskiej ogniem pałając, jakby w płomieniach czyśćcowych od wszelkiej zmazy i niedoskonałości oczyszczała się, aby zaraz po zejściu z tego świata zupełnie czysta mogła stanąć przed Bogiem, słodkim przedmiotem swojej miłości; przez ten ogień miłości w niej się płomieniący, poznała stan dusz wiernych zmarłych, które w czyśćcu muszą się oczyszczać ze rdzy i plam grzechów, za które w tym życiu jeszcze nie odpokutowały.

Będąc ona w ogniu miłości Boskiej, jakby w czyśćcu z Bogiem, swoją miłością zupełnie złączona i zadowolona z tego wszystkiego co w niej czynił, pojmowała dokładnie stan nieszczęśliwych dusz w czyśćcu zostających, o których mówi w sposób następujący:

Dusze w czyśćcu zostające, przynajmniej o ile ja pojmuję, nie mogą obrać sobie miejsca innego od tego, w którym są zatrzymane, i które im sprawiedliwa Opatrzność Boska naznaczyła; nie mogą także mieć względu na siebie samych: te i owe popełniliśmy grzechy i zasłużyliśmy przez nie na miejsce: ach! gdybyśmy się ich nie dopuściły, byłybyśmy natychmiast wzbiły się w górę do przybytków rozkoszy niebieskich! Dlatego mniej jeszcze te, co są później wyzwolone, mogą boleć lub smucić się z prędszego wybawienia innych. Nie mają one żadnej pamięci ani o sobie samych, ani o drugich, tak w dobrym jak i w tym złym, przez co by mogły zasłużyć na większą karę od raz postanowionej. Lecz Opatrzność Boga, który wszystko czyni, jak się Jego Majestatowi podoba, tak im jest przyjemną i tak ją miłują, iż w największych nawet mękach nie mogą zwracać uwagi na siebie, lecz na to jedynie są baczne co robi dobroć Boska, która, jak widzą, chce je z wielką łaskawością i miłosierdziem do siebie prowadzić. Nie mogą też spostrzec nawet najmniejszego swego dobra lub zła, które by je spotkać mogło: bo gdyby to mogły, nie miałyby czystej miłości Pana Boga; ani także widzieć one dusze co dla swych grzechów takież same męki ponoszą, a jeszcze, mniej zatrzymać w swym umyśle jakieś ich wyobrażenie: to bowiem byłoby niedoskonałością, która nie ma miejsca tam, gdzie już grzeszyć nie można.

Przyczynę kary czyśćcowej którą w sobie mają, raz tylko spostrzegają, to jest - w onej chwili kiedy opuszczają ciało - potem zaś już nigdy więcej: inaczej byłaby tam jakaś osobistość. Ponieważ one zostają w miłości Pana Boga, i nie mogą nic takiego przypuścić do siebie, coby je wyprowadzało z zakresu miłości, przeto one nie są zdolne ani chcieć, ani coś innego zapragnąć, oprócz tego co im nakazuje czysta miłość, i palą się w płomieniach czyśćcowych podług rozporządzenia Boskiego, które się im we wszelki sposób podoba. To zaś pochodzi z czystej miłości, od której w niczym już odstępować nie mogą dlatego, iż im jest odjęta możność zgrzeszenia. Sądzę iż duch nigdzie, wyjąwszy Niebo, nie jest tak uspokojony i zadowolony żeby stan jego ducha mógł pójść w porównanie ze stanem duszy zostającej w czyśćcu.

Ta spokojność powiększa się codziennie przez wpływ i udzielanie się Pana Boga, i pomnaża się w miarę tego jak rdza grzechu, którą niszczy ogień czyśćcowy, znika; tak więc dusza coraz się więcej otwiera i usposabia do przyjęcia Boskiego wpływu. To się tak dzieje: jako rzecz osłoniona, nie może być tknięta przez promienie słoneczne, czego jednak wina nie jest w słońcu, bo to ciągle wylewa swoje promienie, lecz w zasłonie; bo skoro ta usunięta zostaje, rzecz zaraz wystawiana jest na jego światło i tym doskonalej oświetlona, im lepiej zasłona będzie zdjęta. Zupełnie tak samo ma się rzecz ze rdzą grzechu, okrywającą niejako duszę, którą ogień oczyszczający musi strawić. Im to doskonalej uskutecznionym zostanie, tym dusza będzie zdolniejsza do przyjęcia prawidłowego słonecznego światła, którym jest Bóg; i dlatego staje się ona tym spokojniejsza, im się więcej rdza grzechowa zmniejsza: bo przez to otwiera się ona coraz bardziej promieniom światła Boskiego.

Tak więc za powiększeniem się jednego, zmniejsza się drugie, aż czas postanowionej kary nie ukończy się: bo skraca się coraz bardziej. Lecz z karą (która pochodzi z przewłoki widzenia Boga) ma się inaczej: ta się bowiem nie zmniejsza.

Co się tyczy woli: to dusze kar swoich nigdy nie nazywają karami, ani je za takie uważają: tak są one spokojne i zgadzające się z rozporządzeniem Boskim, które z czystej miłości, miłują szczerze i przyjmują chętnie. Mimo to jednak cierpią one tak okropne męki, iż tych ani język ludzki wymówić, ani rozum pojąć nie jest w stanie, chyba (jak się to stało z moją duszą) że to Pan Bóg przez swą szczególniejszą łaskę komuś objawi; jednak wyrazić tego nikt nie jest w stanie. Co mi przecież Pan Bóg z tego wszystkiego ze swej łaski pokazał, tegom nie zapomniała. Chcę to opowiedzieć o ile jest możliwe, a ci, którym Pan Bóg raczy otworzyć rozum, pewnie to zrozumieją.

Zródłem wszelkiej kary, jest grzech albo pierworodny, albo też uczynkowy. Bóg stworzył duszę człowieka czystą i wolną od wszelkiej zmazy grzechowej; obdarzył ją uszczęśliwiającym popędem ku sobie, który to popęd, grzech pierworodny mocno osłabia, a jeszcze więcej grzech uczynkowy. Im bardziej człowiek utraca ten popęd, tym gorszym się staje i tym mniej się mu Pan Bóg udziela swą łaską, ponieważ wszystko dobre, cokolwiek byłoby ono, jest nim tylko przez zjednoczenie z Bogiem, który nie opuszcza nawet nierozumnych istot, owszem udziela się im podług swojej woli i postanowienia; rozumniej zaś duszy więcej lub mniej w miarę tego, jak ją widzi wolną od grzechów, które są jej na przeszkodzie do zjednoczenia się z nim: a więc dlatego w duszy, zbliżającej się do pierwiastkowej czystości udzielonej jej przy stworzeniu niewinności, odnosi się on uszczęśliwiający popęd, który się co dzień powiększa i ogień miłości z taką mocą i gwałtownością ją porywa ku ostatniemu jej celowi, iż przeszkoda do oglądania Boga, staje się dla niej nieznośną męką; a im ona lepiej to poznaje, tym mocniej jest udręczoną. Ponieważ dusze w czyśćcu zatrzymane są bez winy grzechowej; przeto nie ma między nimi a Bogiem żadnej innej przeszkody, okrom kary za grzech, niedopuszczającej żeby ich pragnienie było spełnione. Nadto: spostrzegają one dobrze, jak szkodliwą jest najmniejsza nawet przeszkoda, oraz jak bardzo żądania sprawiedliwości Boskiej opóźniają spełnienie się ich pragnienia, czują że w nich pozostaje nieznośny ogień, prawie piekielnemu podobny, tyle że bez winy: bo ta rodzi złą wolę potępionych, którym też Bóg odmawia swojej dobroci, i dlatego zachowują oni rozpaczającą i przewrotną wolę, całkiem woli Boga przeciwną.

Stąd rzecz jasna jak słońce, że przewrotna i z wolą Boga niezgadzająca się ich wola, rodzi winę, i że przy ciągłym trwaniu złej woli, trwa też ciągle wina. Ponieważ potępieni przy zejściu z tego świata mieli złą wolę, wina więc im nie została odpuszczona, a nawet nie może im być odpuszczona, bo dusze od ciał oddzielone nie mają już mocy przemieniania woli. Dusza więc podług rozmaitości woli, jaką miała przy wyjściu z ciała, zostaje umocnioną w dobrem lub złem, jak stoi napisano: „Gdzie cię znajduję”, to jest: przy jakiej woli, zwróconej ku grzechowi, lub też od grzechu odwróconej przez prawdziwy wstręt i uczucie żalu; „gdzie cię znajduję w czasie śmierci tam cię sądzę”, a po osądzeniu już żadne przebaczenie nie ma miejsca - wola bowiem wolna, po śmierci zupełnie jest zniesiona - pozostaje ona zawsze i niewzruszenie w takim samym kierunku, jaki miała przy śmierci. Ponieważ odrzuceni, umarli ludzie gorszą wolą, przeto zarówno ich wina jak i kara nigdy się nie skończą: wprawdzie nie cierpią oni wielkiej kary, jak zasłużyli, jednakże kara ich jest wieczną.

Dusze w czyśćcu zostające ponoszą tylko karę: bo co do winy, ta przez prawdziwe obrzydzenie sobie grzechów i przez boleść umysłu z powodu obrażenia dobroci Boskiej, jeszcze przed skonem została zgładzona, nadto ta kara jest czasową, i ze względu na czas, jak już wyżej było powiedziane, co raz się zmniejsza. O nędzo! nieskończenie wielka i tym godniejsza opłakania, im się mniej ślepota ludzka nad tobą zastanawia! Kara potępieńców pod względem surowości, nie jest nieskończoną: albowiem najsłodsza dobroć Boska promieniami swego miłosierdzia sięga aż do samego piekła. Prawda, że człowiek w ciężkim grzechu umierający, zasługuje na karę nieskończoną, nie tylko pod względem trwania, ale i co do surowości; jednakowoż miłosierdzie Boskie, zrobiło tylko czas nieskończonym; ostrość zaś kary jest skończoną, chociaż i tę w najsprawiedliwszy sposób mógłby Bóg ostrzejszą nałożyć jak nałożył. I cóż być może niebezpieczniejszego jak grzech ze złości popełniony: kto się go bowiem dopuścił, z trudnością bierze się do pokuty; a jeżeli ta nie następuje, to wina pozostaje niezgładzoną, dopóki wola człowieka nie jest odwołana od owego grzechu, którego się dopuścił, lub którego by jeszcze mógł się dopuścić.

Przeciwnie, wola dusz w czyśćcu zostających jest zupełnie zgodna z wolą Pana Boga; dlatego też Pan Bóg udziela im swojej dobroci, i ze względu na wolę, są one spokojne i od wszystkich swych grzechów co do winy wolne: bo do owej czystości przyszły, w której przez Pana Boga były stworzone. Ponieważ z tego świata zeszły z bolesnym obrzydzeniem i ze szczerym wyznaniem wszystkich swoich grzechów, jak też z mocnym postanowieniem nie popełniania ich więcej: przeto Bóg winę natychmiast im odpuścił, i nie pozostaje w nich nic innego oprócz rdzy, którą płomień czyśćcowy strawić musi. Wolne są od winy i wolą z Panem Bogiem zjednoczone, oglądają go, o ile już się im widzieć daje: i poznają jasno jak wielkim jest dobrem widzenie i używanie Boga. Nadto dusze te z powodu zgodności ich woli z wolą Pana Boga, są całkiem zdolne być z nim połączone, i naturalny popęd przez Pana Boga w nich zaszczepiony, tak gwałtownie popędza je ku niemu, że ja nie znajduję żadnego środka, żadnego podobieństwa i żadnego przykładu, do objawienia tak dokładnie jak to duch mój rzeczywiście czuje i poznaje: spróbuję przecież w pewnym sposobie wytłumaczyć to:

Wyobraźmy sobie jakoby był na całym świecie jeden tylko bochenek chleba, który by mógł wszystkich ludzi głód zaspokoić, i że nawet dość byłoby ludziom nań spojrzeć żeby mogli być nasyceni. Wystawmy sobie dalej człowieka takiego, coby miał naturalny popęd do jedzenia, a jednak odmawiając sobie wszelkiego pokarmu nie osłabł lub nie zachorował: rzecz widoczna, że w nim głód musiałby się coraz powiększać: bo żądza jedzenia, nigdy się by u niego nie zmniejszyła, a tym bardziej gdyby wiedział, że tylko wspomnianym chlebem może swój głód uspokoić. Gdyby mu więc nie dawano tego chleba, głód jego wcale by nie ustał; owszem im bardziej zbliżałby się on do tego chleba a przy tym nie mógł go dosięgnąć, tym więcej jego głód i apetyt naturalny musiałby się zaopatrzyć: bo jego apetyt byłby tym więcej zwrócony do onego chleba, który jeden tylko mógłby go nasycić. Gdyby nareszcie był pewnym ten człowiek że nigdy nie będzie mógł oglądać onego chleba: cierpiałby męki piekielne, tak jak potępieni, którzy są na wieki pozbawieni nadziei oglądania Boga, naszego zbawcy, który jest prawdziwym chlebem. Lecz dusze w czyśćcu mają pewną nadzieję, iż będą kiedyś oglądały i używały swego chleba, którym jest Chrystus Pan, prawdziwy Bóg, nasz Zbawiciel i nasza miłość; dlatego dokucza im najokropniejszy głód dotąd, póki nim nie zostaną nasycone.

Jako więc czysta dusza, która na sobie nie ma żadnego grzechu, nie znajdzie nigdy spoczynku krom w jednym Bogu, dla którego jest stworzona, tak też dusza nieczysta i występna nie może zajmować innego miejsca jak piekło, które jej Pan Bóg za cel wyznaczył; dlatego też dusza, kiedy się odłącza od ciała, dąży też do przeznaczonego sobie miejsca. Jeśli przy wyjściu z ciała ma w sobie jad grzechu śmiertelnego, to cierpiałaby jeszcze większe męki jak piekielne, gdyby się zaraz nie udała na miejsce sobie przeznaczone: w takim bowiem razie znajdowałaby się poza obrębem rozporządzenia Boskiego połączonego z jego miłosierdziem: (bo Bóg karze łagodniej jak zasłużyła). Ponieważ ona nie znajduje dla siebie miejsca stosowniejszego i łagodniejszego jak piekło; przeto podług rozporządzenia Boskiego, rzuca się w nie jako w miejsce najwłaściwsze sobie. Tak samo ma się z czyśćcem o którym tu mowa. Dusza rozłączona z ciałem, widzi że jej nie dostaje pierwiastkowego stanu niewinności, w którym była stworzona, oraz że do niej coś takiego przylgnęło, co jej przeszkadza połączyć się z Bogiem, i że to tylko przez ogień czyśćcowy może być usunięte: dlatego sama, i z ochotą rzuca się do czyśćca. Gdyby się zaś znajdowała poza obrębem tego miejsca, które jest jej przeznaczone do usunięcia przeszkody widzenia Pana Boga, cierpiałaby daleko sroższe męki, aniżeli w samym czyśćcu; poznałaby bowiem że dla przeszkody połączenie się z Bogiem, swym celem, jest niepodobne; tak jest: męki czyśćcowe chociaż (jak wyżej powiedziano), mają wielkie podobieństwo z mękami piekielnymi, jednak bez porównania są mniejsze i lżejsze od onych które by dusza oczyszczająca się ponosić musiała, gdyby się znajdowała poza obrębem czyśćca.

Nadmieniam dalej, iż raj niebieski, dlatego jest bez bram i otworem stoi dla każdego który doń wejść chce, iż Pan Bóg jest nieskończenie miłosiernym i z otwartymi rękami oczekuje, aby nas przyjąć do swojej chwały. Lecz istota Boska (jak ją widzę) tak wielkiej jest czystości i tak niepojętą światłością, iż dusza choćby najmniejszą skazą grzechową pomazana, wolałaby się rzucić w tysiąc piekieł, jak w takim stanie stanąć przed Majestatem Boga. Ponieważ ona poznaje, że czyściec, jest przeznaczony do usunięcia podobnej plamy, sama się więc weń rzuca i to poczytuje za dowód największego miłosierdzia Boskiego, że tym środkiem może usunąć swoją przeszkodę.

Wprawdzie ani język tego wyrazić, ani rozum ludzki pojąć nie jest w stanie, jak bolesnym jest czyściec. Co do mąk, te, jak widzę, równają się mękom piekielnym; jednak dusza zmazana, chociażby bardzo małą niedoskonałością, uważa te męki za niewielkie; owszem: w porównaniu z tą zmazą, która jest dla niej przeszkodą do połączenia się z Bogiem, jej miłością, uważa tę karę za nic wcale; i zdaje mi się, iż widzę, że dusza w czyśćcu zostająca, bardziej tym jest dręczona, iż w sobie widzi coś takiego, co się Panu Bogu nie podoba, i czego się ona z własnej woli przeciwko Jego najwyższej dobroci dopuściła, aniżeli przez inną jakąkolwiek mękę ponoszoną; to zaś tego, że ona jest w stanie łaski i że poznaje jak wielką jest przeszkodą ta zmaza opóźniająca jej połączenie się z Bogiem.

To com powiedziała, było mi w duchu objawione: rozumiałam to podług zdolności mego pojmowania, i ono przechodzi wszystko, co w niniejszym życiu można o czyśćcu poznawać, wyrazić, doświadczyć, i wierzyć, i to w takim stopniu, iż w porównaniu z tamtym, to zdaje mi się być zabawką dziecinną. Wstydzę się mocno, iż nie znajduję wyrazów do opowiedzenia dokładniej wszystkiego.

Widzę pomiędzy Bogiem i duszą tak wielką zgodę, iż ta ozdobiona ową pierwiastkową czystością, jaką odebrała przy stworzeniu, przez Pana Boga tak gorącą miłością zostaje zapaloną i ku niemu tak gwałtownie porwaną, iż przez to, chociaż jest nieśmiertelną, jednak mogłyby się prawie w nicość obrócić. Przemienia też Pan Bóg duszę niejako w siebie tak dalece, iż ona ani siebie ani nic innego nie widzi okrom Pana Boga, który dotąd nie przestaje jej zapalać i do siebie przyciągać, aż póki nie przyprowadzi jej do czystości, w której była stworzona, i nie połączy zupełnie z tą Istotą, z której wyszła. Czuje w sobie dusza, że ją Pan Bóg tak silnym i miłości pełnym ogniem ku sobie pociąga, iż prawie cała topnieje od tak mocnego i obfitego płomienia miłości najsłodszego swego Pana i Boga. Miłość ta przenika ją całą.

Oświecona Boską światłością, postrzega z jednej strony, że ją Pan Bóg ciągle ku sobie pociąga i bez ustanku z wszelką swą starannością i przezornością prowadzi do zupełnej doskonałości i to z czystej miłości: a z drugiej, że ona jako grzeszna nie może iść za boskim pociągiem, to jest: za owym zjednoczającym spojrzeniem łaski, które Pan Bóg na nią zwraca, chcąc ją do siebie przyciągnąć; nadto poznaje jak wiele na tym zależy, że jest jeszcze wstrzymana od oglądania boskiego światła; do tego przydać jeszcze należy popęd i gorące pragnienie, żeby się pozbyć przeszkody i następnie być doskonale przyciąganą przez jednoczące spojrzenie łaski; to wszystko, mówię, co poznają dusze, jest przyczyną owej męki, jaką ponoszą w czyśćcu. Na tę jednak mękę, chociaż jest najokropniejszą, nie tyle dusze zważają, co na przeszkodę znajdującą się w nich przeciw woli Pana, który, jak one jasno widzą, jest najczystszą i największą miłością ku nim rozpłomieniony.

Ta miłość i zjednoczające spojrzenie Boga bez ustanku silnie duszę przyciąga, jakby to jego jedynym było zatrudnieniem, i dusza która to spostrzega, dla wzajemnej gorącej miłości między nią i Bogiem, natychmiast rzuciłaby się jeszcze w dokuczliwszy jak jest czyściec, gdyby się taki znajdował, byle tylko czym prędzej pozbyła się przeszkody.

Widzę dalej, że z boskiej miłości niektóre płomieniste promienie wchodzą do duszy: są one tak potężne i przenikające, iż nie tylko ciało, ale nawet dusza, gdyby to być mogło, w nicość by obróciły. Tych promieni dwojaki jest skutek: oczyszczają i niweczą.

Trzeba pamiętać, że kiedy jakąś rzecz często bywa przetapianą, staje się coraz czystszą; i można ją tak często przetapiać, aż wszelka przymieszana nieczystość zniknie. Taki skutek sprawia ogień w rzeczach materialnych. Dusza zaś w Bogu nie może być zniweczona, ale może być w sobie: im się ona więcej oczyszcza, tym bardziej w sobie zostaje zniweczona, i wtedy dopiero staje się w Bogu czystą i piękną. Kiedy złoto jest oczyszczone aż do dwudziestu czterech karatów: to mu już wtedy żaden ogień szkodzić nie może, ani mu coś odjąć: bo już nie ma w sobie nic złego i nieczystego, co by ogniem mogło być zniszczone. A taki sam jest skutek ognia boskiego w duszy. Zostawia Pan Bóg duszę w ogniu tak długo, póki nie zniszczy wszelkiej jej niedoskonałości i nieczystości, i nie przywiedzie jej do doskonałości dwudziestoczterokaratowej.

Po zupełnym jej oczyszczeniu, przeistacza się ona całkiem na podobieństwo Boga; nie ma już w sobie nic własnego, jej jestestwem jest Bóg, i w ten sposób czysta jak światło, zwrócona nazad do Boga, żyje odtąd bez żadnych namiętności: bo w sobie nie znajduje nic takiego, co by mogło być zniszczone. A gdyby po zupełnym oczyszczeniu, nadal jeszcze pozostawała w ogniu, to by nie czuła w nim żadnej męki, owszem: przemieniła by się całkiem w ogień Boskiej miłości, w żywot wieczny, w którym nie masz już miejsca dla żadnej przeciwności.

Dusza odebrała przy stworzeniu wszelkie środki do nabycia owej doskonałości, do której dostąpienia byłaby sposobną, gdyby tylko podług przepisów Pana Boga urządziła swoje życie i unikała wszelkiej zmazy grzechowej; lecz grzechem pierworodnym skalana, utraciła wszelkie swoje dary i łaski, leżała w śmierci i tylko przez Pana Boga mogła być na nowo wskrzeszona. Przez chrzest święty znów ją Pan Bóg przywrócił do życia, lecz zatrzymała w sobie skłonność do złego, ta (jeżeli się jej dusza nie opiera) pobudza ją i przywodzi do grzechu uczynkowego, przez który na nowo popada w śmierć, ale z tej znów ją Pan Bóg przez szczególniejszą łaskę wskrzesza. Jest ona tak zepsutą i ku sobie samej zwróconą, iż aby znowu powrócić mogła do pierwiastkowego swego stanu, w jakim się znajdowała przy swym stworzeniu, potrzebuje wszelkich wzmiankowanych boskich wpływów: bez tych bowiem nigdy by już do tego stanu nie wróciła.

Czuje więc ona tak wielkie pragnienie przeistoczenia się na podobieństwo Boga, iż to, co staje się dla niej czyśćcem, nie żeby ją czyściec jako czyściec obchodził, ale mocne pragnienie oglądania Boga w swej światłości i zjednoczeniu się z Nim doskonale - to, mówię, silne pragnienie, którego zaspokojenie, zastępuje dla niej miejsce czyśćca. Uwolnienie z tego bolesnego stanu, uskutecznia się bez współdziałania człowieka, przez ostateczny akt miłości. To jest: miłość w duszy znajduje tak wiele niedoskonałości ukrytych, iż gdyby ona te wszystkie spostrzegała, stałaby się podobna rozpaczającej.

Ostatni zaś ten stan niszczy te niedoskonałości, i Bóg pokazuje je duszy dopiero po ich zniszczeniu, aby poznała boskie działanie, które w niej roznieca ogień miłości, ogień, który wszystkie przylgnione do niej niedoskonałości wypala i niszczy. Co bowiem człowiekowi zdaje się doskonałym, jest przed Bogiem niedoskonałe; dlatego też dzieła jego (człowieka) zwykle pozór tylko mają doskonałości, i kalają jego duszę, kiedy na nie spogląda, czuje, o nich myśli, chce, albo je sobie na pamięć przywodzi, a nie przypisuje ich całkowicie Panu Bogu: bo doskonałość dzieł naszych wymaga, żeby się te w nas bez nas uskuteczniały, gdyż Bóg działa przez nas tylko jako narzędzia.

Dzieła te uskutecznia sam Pan Bóg bez naszych zasług, przez ostateczne działanie czystej i najczystszej miłości, i one silnie palą i przenikają duszę, iż ciało którym jest otoczona, zdaje się być w sobie tak strawionym, jak kiedy się kto znajduje w ogromnym ogniu; ona też nie prędzej pocznie używać pokoju aż się z niego wydali. Lubo zaś miłość boska, która się przelewa w duszę niewymownie ją uspokaja, jednak to mąk w czyśćcu zostających w niczym nie zmniejsza: owszem, ta sama miłość, która się jeszcze widzi być wstrzymaną i tamowaną, jest przyczyną męki duszy, która tym jest boleśniejsza, im większa jest niedoskonałość jej miłości tak iż dusza razem będzie ponosiła najokropniejsze męki i używała największej spokojności: bo jedno nie znosi drugiego.

Gdyby dusze w czyśćcu zostające, przez żal mogły być oczyszczone i z Bogiem pojednane, toby w jednej chwili swój dług spłaciły: miałyby bowiem najmocniejszy żal; bo one jasno poznają jak wielką boleść i szkodę przynosi ta przeszkoda, co im nie dopuszcza połączyć się z Bogiem, jako ze swym celem i miłością. Wierz z pewnością, iż tym czystym duszom, co się tyczy opłacenia długów, jednego nawet szeląga nie daruje Pan Bóg: bo tak sprawiedliwość boska dla nich samych urządziła i postanowiła. Dlatego też dusze w czyśćcu już nie mają wolnego wyboru, i nie mogą nic innego widzieć, lub chcieć krom tego, czego Pan Bóg chce, i dlatego tylko chcą, że tak Pan Bóg postanowił.

Kiedy na przykład żyjący ludzie na świecie dla skrócenia ich cierpień rozdają jałmużny: to one nie mają wcale pragnienia i skłonności widzieć je lub na nie spoglądać inaczej, jak tylko pod najsprawiedliwszą wagą woli boskiej: wszystko bowiem zostawiają rozporządzeniu Boga, który te dobre uczynki przyjmuje jako cenę okupu podług tego jak się spodoba Jego nieprzebranej dobroci. Gdyby bez zezwolenia woli boskiej mogły patrzeć na takową jałmużnę, to byłoby jakowąś własnością, która by ich pozbawiała widzenie Boga i nową sprawiałaby dla nich mękę piekielną.

Dlatego wszystkich, co im Pan Bóg posyła, to jest: tak w pocieszających i rozweselających jak i w smutnych i przeciwnych rzeczach, są one niewzruszone i nie mają już żadnych osobistych skłonności: tak dalece są one przeistoczone w wolę Pana Boga, w którego najświętszym rozporządzeniu całkiem spoczywają. Gdyby dusza nieoczyszczona jeszcze całkowicie, stanęła przed Bogiem, toby ponosiła największe zawstydzenie i mękę jeszcze sroższą, jak dziesięć czyśćców: boby nie mogła znieść czystej dobroci i najsurowszej sprawiedliwości: i nie przystałoby tak dla Pana Boga, jak i dla niej widzieć, że się sprawiedliwości Boskiej zadość nie stało. Gdyby więc do zupełnego pojednania brakło chociaż jednej chwili, to byłaby niezmiernie dręczona i wolałaby dla zgładzenia tej małej plamy rzucić się w tysiąc piekieł, aniżeli stanąć przed obliczem Majestatu boskiego.

[Święta Katarzyna, która to co dotąd było powiedziane z objawienia boskiego poznała, dalej mówi tak:]

Radabym tak mocnym głosem wołać, żebym mogła wszystkich ludzi na całym świecie przerazić; rada bym im powiedzieć następujące słowa; O! wy nieszczęśliwi! za cóż się światu tak więzić dajecie? Ach! dlaczegoż nie myślicie o owej ostatecznej nędzy, która na was przyjdzie w godzinę śmierci? Czemuż się zawczasu nie strzeżecie? Pokładacie nadzieję w miłosierdziu Boskim, wynosicie je nad wszystko i mówicie, że jest nieskończone! a nie uważacie że ta dobroć tak wielka zaostrzy sąd boski, jeśliście przestępowali wolę tak wielkiego i dobrego Pana? Ta jego dobroć powinna by was pobudzić do pełnienia Jego woli, nie zaś udzielać zuchwalstwa do popełnienia złego; zapewne na sprawiedliwości boskiej nigdy zbywać nie będzie, i potrzeba też, żeby jej doskonale zadość się stało. Czy myślicie, że dość jest, spowiadać się i pokazywać odpust zupełny, aby tym sposobem oczyścić się ze wszystkich skaz grzechowych wejść wprost do nieba? Nie zapominajcie, że żal i spowiedź, która jest potrzebna do takich odpustów, tyle ma trudności, iż gdybyście dokładnie je znali, truchlelibyście i mniemali, żeście prędzej odpustów nie uzyskali, jak je pozyskali. Dusze w płomieniach czyśćcowych (jak widzę) mają widzenie i poznanie dwu działań, które w sobie czują.

Pierwsze działanie jest: że one swe męki chętnie ponoszą i uważają je za wielkie miłosierdzie boskie. Zastanawianie się bowiem nad niepojętym Majestatem Boga, i rozważając co przeciwko niemu uczyniły, oraz że na cierpienia zasłużyły, poznają że gdyby dobroć boska nie miarkowała sprawiedliwości miłosierdziem przez zadość uczynienie przenajświętszej krwi Jezusa Chrystusa Pana naszego, to jeden grzech śmiertelny zasłużyłby na tysiąc piekieł. Następnie: ponoszą one swoje kary tak chętnie, iż nie żądają najmniejszego ich zmniejszenia: widzą bowiem że one są tak sprawiedliwe i dla nich stosowne, iż pod względem woli podobnie nie żalą się na Pana Boga, jak gdyby były przyjęte do radości wiecznego żywota.

Drugim działaniem jest ta radość, której używają postrzegając, że wpływ Boga, jest połączony z największą miłością i miłosierdziem względem nich. Te dwa widzenia wlewa Pan Bóg w duszę w jednej chwili; nadto: ponieważ one zostają w stanie łaski, więc podług swych zdolności postrzegają i poznają tak, jak one są. To zaś poznanie robi im wielką radość, która się w nich nigdy nie zmniejsza: owszem przeciwnie robi się tym większa, im się bardziej do Pana Boga zbliża. Mają jednak widzenia nie w sobie, ani przez siebie, ale w Bogu: stąd cenią je bez porównania wyżej, aniżeli męki jakie ponoszą, a to dlatego, że najmniejsze widzenie Pana Boga przechodzi wszelką radość i mękę, jakie tylko można sobie wyobrazić; jednak ona im nie ujmuje ani jednej iskierki cierpienia lub radości.

Ten sposób, którym, jak widzę, oczyszczają się dusze w czyśćcu, czuję osobliwie od dwóch lat w mojej duszy, a nawet z każdym dniem wyraźniej. Widzę, że dusza moja zostaje w ciele jakby w jakim czyśćcu, tak jednak, iż ciało może wytrzymać bez podjęcia śmierci, aż nareszcie przy powolnym powiększaniu się męki całkiem zostaje z sił wycieńczone i umiera. Co do mego ducha, poznaję, że jest oderwany od wszystkich rzeczy światowych, a nawet i od duchowych, które by go mogły posilić i pocieszyć jakimi np. są: radość, rozweselenie i pociecha. Czuję także, że duch mój nie jest zdolny kosztować czegoś tak doczesnego wolą, rozumem lub pamięcią, iżbym mogła właściwie powiedzieć, że ta rzecz więcej mnie cieszy jak tamta. Duch mój tak jest ścieśniony, iż mu po trosze zostało odjęte to wszystko, z czego życie cielesne i duchowe mogło kiedyś czerpać pociechy i zadowolenia, i teraz poznaje, że to wszystko nie było niczym innym tylko czymś takim, z czego on mógł się posilić i pokrzepić, ale jak przyszedł do poznania tych rzeczy, tak wielki powziął ku nim wstręt i nienawiść, iż je wiecznym wygnaniem karze.

To stąd pochodzi, że duch wewnątrz czuje tak mocny popęd do usunięcia tego wszystkiego, co się sprzeciwia doskonałości, iż chętnie poniósłby wszystko inne do dopięcia swego zamiaru, byle tylko nie zmuszano go rzucić się w piekło - dlatego uwalnia się on i ogołaca z tych wszystkich rzeczy, które niższego człowieka i pocieszają i trzyma go w tak mocnych karbach, iż nawet i najdrobniejsze ździebełko niedoskonałości poznaje i nim się brzydzi: zewnętrznie człowiek jest natenczas bez pociechy i pomocy ducha, i tak mocno ściśniony, iż na ziemi nie znajduje nic takiego, co by go ludzkim sposobem pocieszyć mogło.

Nie ma bowiem pociechy, krom jedynego Boga, który to wszystko dla uczynienia zadość swojej sprawiedliwości, z niewymowną miłością i miłosierdziem stanowi. Poznawanie tego, przynosi duchowi wielką radość i uspokojenie: jednak utrapienie i męka, przez to się nie zmniejszają: owszem to by go nabawiło największego smutku, gdyby miało go odwodzić od rozporządzenia boskiego.

Dlatego nie wychodzi on z więzienia swego ciała i nawet nie chce wyjść z niego dopóki Pan Bóg nie zaopatrzy mu wszelkich potrzebnych środków.

To jest moją pociechą i zadowoleniem, kiedy się Bogu zadość dzieje; i nie mogłaby być dla mnie cięższa kara naznaczoną, jak gdybym miała usunąć się spod rozporządzenia boskiego, które jak postrzegam, jest nader sprawiedliwe i wielkim miłosierdziem miarkowane. Wszystko, com powiedziała, widzę i pojmuję, lecz nie znajduję wyrazów stosownych do wytłumaczenia tak dokładnie jak bym chciała. Lecz com powiedziała, dzieje się to we mnie w sposób duchowny: ja to czuję i dlategom je opowiedziała. Więzieniem w którym się znajduję, jest świat, kajdanami ciało, duch przez Boga oświecony czuje jak gorzką jest rzeczą, być przez jakąkolwiek przeszkodę dłużej zatrzymywanym od osiągnienia swego celu, ponieważ jest bardzo delikatnym, przeto dokucza mu jakaś sroga boleść. Dalej ze szczodrości Boga otrzymał on taką godność, iż tylko jest podobny Bogu, ale nawet przez wzięcie udziału w jego dobroci, z nim jedno się staje.

A jako niepodobieństwem jest, żeby cierpienie lub męka mogła paść na Boga; tak też i na ducha z nim złączonego: bo im on bliżej z Bogiem zostaje złączony, tym lepiej pojmuje, co jest jego własne. Dusza zatem przy swoim zatrzymaniu czuje nieznośny smutek: smutek bowiem ten i przewłoka oddala ją od owych własności, które ma ze swej natury i których jej Bóg przez łaskę udzielił.

Ponieważ jest zdolną posiadać je, przeto ponosi, dopóki jest ich pozbawiona, tak wielką boleść, jak wielki jest jej szacunek Boga. Boga zaś ceni tym wyżej, im lepiej Go poznaje, a poznaje Go tym jaśniej, im dokładniej jest oczyszczona z grzechów; jej zatem męka jest okropną: jednak kiedy przeszkoda zostanie usunięta i ona w Bogu jest całkiem zebraną, poznaje Go wtedy doskonale. Jako ten, który woli umierać, aniżeli Boga obrazić, czuje wprawdzie śmierć i boleść, lecz z oświecenia boskiego takiej żarliwości nabiera, iż boską chwałę wyżej ceni, aniżeli śmierć cielesną; tak też dusza wolę i rozporządzenie Boże wiadome sobie, przenosi nad wszystkie możliwe wewnętrzne i zewnętrzne, jakiekolwiek srogie, męki; a to dlatego że Bóg, który jest sprawcą tego skutku, przechodzi wszystko, co tylko dusza czuć może i to tak, iż jakkolwiek mało zajmowałby ją Bóg sobą, to jednak i przez to trochę czyni ją tak baczną na swój boski Majestat, iż wszystko inne za nic zgoła uważa: dlatego jest ona ogołocona ze wszelkiej osobistości: w sobie samej już ona widzi starty albo kary, o tym nie ma nawet u niej mowy, albo poznania; lecz wszystko, (jak wyżej było dokładnie wytłumaczone), poznaje ona w owej chwili, kiedy życie na śmierć przemienia. Widzimy nareszcie, że Bóg najwyższy i najlepszy, wszystko usuwa z ducha i niszczy, co jest ludzkiego, i tak robi go w czyśćcu czystym.”

(Tekst na podstawie edycji: Św. Katarzyna Genueńska: Traktat o Czyśćcu,[w:] Żywot i pisma św. Katarzyny Genueńskiej, przełożył z niemieckiego X.P. Rzewulski, Warszawa 1851, s. 1 – 27)


przełożył X. P. Rzewulski



Powrót na stronę główną